Dlaczego warto pracować w klubie? – wywiad z Oskarem Pryczyniec

26771619_1651438778233256_921636710_o

Od początku istnienia aplikacji Vigo, naszym partnerem jest największy gdański klub – Bunkier. Dzisiaj rozmawiamy z Oskarem Pryczyniec – managerem, który zarządza klubem. Poza tym, że w klubie pracują ludzie, a Oskar nimi zarządza, to także jest on osobą, która w trójmiejskim świecie rozrywki jest nie od wczoraj. Przez lata jego praca i kariera wiązała się z klubami głównie na terenie Gdańska, z których część dziś nie istnieje. A dzisiaj porozmawiamy o tym, dlaczego warto w klubie pracować!

No więc, zacznijmy – jak to się stało, że siedzimy tu, gdzie siedzimy – w Bunkrze?

Od 11 lat pracuję w gastronomii, na początku byłem kelnerem w nieistniejącej już restauracji o typowo starówkowej nazwie – “Baszta”. Popracowałem sezon i tak ruszyłem dalej. W zasadzie nie pamiętam, czy najpierw byłem kelnerem, czy najpierw zorganizowałem pierwszą imprezę dla licealistów?

Wynająłeś w czasach liceum klub i zorganizowałeś imprezę?

Tak, klub już nie istnieje, była to “Jaśkowa 14”, potem znana jako “V-Club”. Jako parlament II LO zrobiliśmy integrację uczniów i koniec końców, ponieważ była to pierwsza tego typu impreza, to całe miasto chciało się z nami integrować. Ludzie podrabiali nawet wejściówki na tę imprezę, ponieważ bardzo szybko zostały wyprzedane, a poza tym nie każdy mógł ją kupić. Chwilę potem powstał mój kolektyw, czyli Surprises Events Groups.

Tak to się zaczyna!

26696145_1651438528233281_2076836872_nDokładnie, w sumie od pracy w pierwszym klubie, idąc przez kolejne, to wszystko nabrało tempa, czasem po prostu, zamiast iść, biegłem, ale jak już pojawiłem się w tym świecie, to pilnowałem tego, by realizować swoje cele, wszystko zawsze miało być dopięte na ostatni guzik i organizacja miała być na szóstkę z uśmiechem, no i tak to poszło dalej!

Dlaczego Twoim zdaniem warto pracować w klubach, jak sam powiedziałeś, pilnowałeś swoich spraw, gdy pojawiłeś się w tym świecie. Czy to jest łatwe?

Nie, nie jest. Codzienne w klubie odbywa się inna impreza. Czasami współpracujesz z kilkoma miejscami, a to powoduje, że w zasadzie nie ma dnia w roku bez jakiegoś konkretnego wydarzenia, czy też spotkania znajomych w jednym z Twoich lokali. A jak kluby, którymi się zajmujesz, są popularne, to nagle każdy chce się z Tobą napić, pogadać, a nawet zrobić biznes.

Rozumiem więc, że przez kluby można wejść do biznesu?

Cóż, gdyby ktoś w ten sposób wchodził do biznesu, to myślę, że szybko poszedłby z torbami. Zawiązywanie biznesu przy kieliszku to nie mój styl i myślę, że ogólnie ten sposób nawiązywania współpracy nie jest najlepszy. Ale warto zmienić trochę kierunek, w jakim myślimy o biznesie, rozwoju w kontekście klubów.

Na jaki?

Wbrew temu, do czego mogliśmy się przez lata przyzwyczaić rozrywka to nie tylko to, co możemy obejrzeć w telewizji. Kiedyś, gdy telewizja miała mniejsze budżety, a programy typu talent-show nie były tak popularne, centrum rozrywki i spotkań osób utalentowanych były kluby. Klub to często nie było miejsce tylko na wieczorną imprezę, ale także miejsce, gdzie ludzie po prostu mogli posiedzieć i porozmawiać. Tak naprawdę, niewiele się zmieniło, ale dzisiaj młodzi ludzie mają mniej czasu, trochę inne wyobrażenie i często po prostu tak na kluby nie patrzą. A przynajmniej do niedawna nie patrzyli. Powoli, nie wiem, czy to za sprawą coraz wyższego poziomu życia, czy może bardzo konkretnej mody na rozwój samego siebie, kluby i miejsca rozrywkowe, co ciekawe trafiają w te trendy. Jeżeli spojrzysz na młode osoby, często znane są lokalnie i zajmują się graniem na imprezach, ich organizacją, czy też całą otoczką marketingową wokół nich na dość małą skalę. A jednak zaczynają tak, jak ja. Również tak, jak gwiazdy zaczynały kiedyś. Nie trzeba jechać na casting do Warszawy, można po prostu robić swoje i zaczynać lokalnie, a Warszawa w pewnym momencie sama Cię zaprasza.

To bardzo ciekawe, co mówisz. A nie jest tak, że ten młody narybek jest eliminowany, przez starych wyjadaczy?

Nie wiem, czy wiesz, ale z czasem, jak rosła liczba osób, które mnie kojarzyły, pojawiły się też osoby, które chciały grać i chciały się tego uczyć ode mnie. Podobnie jest dzisiaj. Osoba, która pracuje jako kelner, a chce i uczy się grania na imprezach, ma największe szanse na zrealizowanie swojego marzenia właśnie w klubie. Nie jest to tak szybka droga, jak wybicie się na YouTube w jeden wieczór. Jednak trzeba pamiętać, że strzał popularności w Internecie zależy głównie od szczęścia i algorytmów, natomiast to, co wypracujesz w klubach to coś bardziej stałego, pewnego, bo polega nie na lajkach, a na relacjach.

Jak w Twoim przypadku i w przypadku takich młodych talentów w świecie rozrywkowym wygląda sprawa z używkami? W końcu chyba nie ma lepszego miejsca do mocnego imprezowania niż świat klubowy.

Wbrew pozorom i temu, co ludzie mogą sobie myśleć, to stronię od używek. Czasem jest tak, że na imprezie wczuwam się, świetnie się bawię, a ludzie myślą, że coś wziąłem, ale nie jest to prawda i po prostu po tylu latach patrzenia na imprezy, człowiek potrafi się w pełni cieszyć imprezą i naprawdę dobrze bawić bez dodatkowej stymulacji.

A co do młodych ludzi, to cóż. Jak ktoś zaczyna z pustą kartą, wszystko buduje samemu, małymi krokami i ma cele, to nie musi się niczego bać. Jednak wiadomo, ten świat ciągłej imprezy i używek potrafi niektóre osoby wciągnąć.. Ale to wszystko zależy od tego, czy mamy swoje cele, czy w głowie nam impreza i chęć dorobienia. Myślę, że nie da się tego zamknąć w jednym wywiadzie, bo klub i praca w rozrywce to bardzo trudna i pełna niespodzianek szkoła życia. Jednak na pewno mogę powiedzieć, że gdy młoda osoba, która jeszcze trzy miesiące wcześniej była kelnerem, a dzisiaj gra na imprezie seta, ciągnie do używek, to warto by zadała sobie jedno proste pytanie: “Czy jej celem jest zostanie na jednej, lokalnej scenie na zawsze, czy może chce iść coraz dalej, coraz szerzej i coraz bardziej się rozwijać”. 26692546_1651438961566571_101057575_o

Przepraszam, że zapytam, bo to dość prywatne, ale zawsze tak było, że rzadko spożywałeś używki?

Pytaj, nie mam nic przeciwko. Kiedyś było tak, że na swoich imprezach się bawiłem i piłem (nawet sporo), bo nie miałem takiej odpowiedzialności, ale jak już byłem kierownikiem w klubach, a moja odpowiedzialność rosła, to wtedy całkowicie odstawiłem nawet przysłowiowe piwko. Ogólnie to jest dość ważne, by w tym wszystkim umieć oddzielić pracę od zabawy. Bo okej, robisz w branży rozrywkowej, zarządzasz klubem i w zasadzie można by lecieć cały czas. Ale tacy ludzie dość szybko odpadają z branży. Dla mnie motywacją w tej pracy jest zajawka. I oczywiście, raz na jakiś czas, gdy imprezuję tutaj w ramach czasu wolnego, to mogę się napić. Ale to jest właśnie to, to jest mój czas wolny.

No ale trzeba przyznać, że dość rzadko piję. Ponadto uprawiam sport, staram się zdrowo odżywiać, jeżdżę konno, w ogóle to nie wiem, czy wiesz, ale mam swojego konia.

Wow, nie spodziewałbym się po Tobie takiej zajawki.

Dwa lata temu zacząłem jeździć konno, dzięki Klaudii, mojej dziewczynie. Tak mocno się w to zaangażowałem (pewnie z miłości nie tylko do zwierząt), że po 8 miesiącach miałem już swojego konia. No i tak się wkręciłem, zaprzyjaźniłem z ekipą i ogólnie jest to naprawdę fajny wypoczynek. My we dwoje, konie, las, sama natura! Na początku było śmiesznie, bo widziałem, że ludzie byli trochę zdziwieni moją euforią wynikającą z nawet najprostszych czynności takich, jak sprzątanie w stajni. Ale na co dzień, jak się zarządza największym klubem w Trójmieście, to wierz mi lub nie, ale fajnie jest sobie przerzucić gnój! Ale trzeba przyznać, że ludzie pytali mnie na początku, czy jestem ze wsi, czy coś ze mną nie tak.

No i przede wszystkim świeże powietrze, praca fizyczna, słońce, to wszystko naprawdę pomaga. Widzę, że tego potrzebuję. Klaudia to również widziała i wciągnęła mnie w to totalnie na maksa.

A widać, gdzieś tego Oskara organizatora?

No jasne, gdy zacząłem jeździć, od razu jakimś dziwnym trafem (śmiech) zrobiło się więcej imprez konnych, spotkań koniarzy w stajni, a wiadomo, kto ogarnia muzykę (śmiech).

Myślę, że naszych czytelników zaskoczy to, jak bardzo świadomym człowiekiem jesteś i że bycie managerem klubu to nie znaczy być gwiazdą każdej imprezy, tylko praca na to, by zdobywać kolejne poziomy, poznawać świat rozrywki i rozwijać siebie razem z ludźmi, którzy z Tobą pracują. Sam tego nie zauważałem, lecz rzeczywiście nie ma bliższej drogi do robienia zdjęć na imprezach, stania za DJ’ką, czy też organizacji imprez, niż właśnie sprawdzenie się w pracy w klubie na co dzień. Dziękuję!

Ja również dziękuję i serdecznie zapraszam każdego, kto chce się rozwijać do tego, by postawił swój pierwszy krok w kierunku pracy w branży rozrywkowej. Nie ma się czego bać, pracę jako kelner, czy barman ma w swoim CV większość społeczeństwa, a kilka miesięcy naprawdę może pomóc komuś zrealizować marzenia.