Jak to jest przebyć drogę od kelnera do właściciela bliżej w Gdyni? – rozmowa z Karoliną Blech

IMG_8928 (1)

Hej jesteśmy w bliżej na placu Kaszubskim w Gdyni i rozmawiamy z Karoliną Blech właścicielką lokalu.

Od jakiego czasu istnieje bliżej?

Od 2014 roku. Wcześniej pracowałam tu jako menedżerka, dzisiaj jestem właścicielką.

O no to szybko poszło! A jak to się zaczęło zanim zostałaś menedżerem?

Pracuję w gastronomii od 8 lat. Sukcesywnie idę tą drogą od stanowiska  kelnerki. Potem był bar, kierownik baru i tak dalej. Przeszłam chyba wszystkie rodzaje zamówień, fakturowań procesów rekrutacyjnych i w zasadzie czego tylko się da pracując w gastronomii. Szkolę  obsługę i dlatego też zdecydowałam się przejąć bliżej, bo w pewnym momencie poczułam, że ten lokal nie ma przede mną tajemnic.

A co było przed gastronomią?

Zaczęłam studiować i stwierdziłam, że chcę mieć prawo jazdy, na które musiałam zarobić. Przyjaciółka wyciągnęła mnie do pracy na Hel w sezonie,  tam zobaczyli we mnie potencjał gastronomiczny i zaczęli mnie uczyć. Musiałam nosić po osiem piw na tacy, nie mając wystarczającej siły ani wcześniejszego doświadczenia w noszeniu tak chybotliwego, a jednocześnie ciężkiego ładunku (śmiech). No, ale trzeba przyznać, że zostałam zahartowana, a goście mieli dość często możliwość do tego, by bić brawo!

Wow, jak to było, jak zrzucałaś taką tacę, jak na to reagowała reszta obsługi lokalu?

Takie tace upuściłam dwie, potem już, nauczyłam się jak utrzymać balans, a reszta zespołu i menedżer lokalu wiedzieli, że można na mnie polegać. Chociaż trzeba przyznać, że ze stresu, nie pamiętam tam pierwszych dwóch tygodni pracy.

 

Wróciłam do Trójmiasta i chciałam znaleźć coś dorywczego. Zaczęłam szukać pracy i okazało się, że moje doświadczenie wystarczyło, a ja mogłam wybierać między czterema knajpami na Monciaku. Wybrałam knajpę tajską, a po dniu próbnym moja szefowa – Tajka stwierdziła, że jest ze mnie zadowolona i po jakimś czasie dała mi możliwość nauki  remanentów, faktur i tematów bardziej technicznych związanych z gastronomią. Co może wydać się ciekawe, wizja pracy jako menedżer mnie trochę przygniotła i odmówiłam. Zostałam jedynie pomocnikiem, ówczesnego menedżera.

 

Potem, gdy po czasie wróciłam do pracy w tej restauracji, jedna z Pań goszczących w knajpie,  podczas mojej zmiany po prostu zaproponowała mi pracę i stwierdziła, że koniecznie muszę być menedżerem w jej amerykańskiej knajpie. No i niestety pomimo tego, że oferta była bardzo atrakcyjna , to dyspozycja przy studiach dziennych była zbyt wymagająca, a ja nadal nie posiadałam, przynajmniej według mnie, wystarczającego doświadczenia do zarządzania knajpa.

Trzeba przyznać, że po czwartym pytaniu jesteśmy już na etapie menedżera, szybko poszło! A taki sposób podbierania obsługi jest rzeczywiście popularny? Ludzie potrafią przyjść do baru i próbować podbierać kogoś z obsługi?

Tak, to się zdarza. Raz zdarzyło mi się, że została mi zaproponowana posada opiekunki do dziecka, ponieważ  bawiłam się z dzieckiem, podczas gdy Pani jadła posiłek.

A myślałaś o zmianie branży?

Pomimo, że , moje wykształcenie jest zupełnie niezwiązane z gastronomią, a z administracją, nigdy nie myślałam o zmianie branży. jestem zadaniowa, lubię czuć energię od ludzi, komplementy dotyczące jedzenia, to, że to miejsce żyje i że ludzie chcą tutaj przychodzić. W tym jest coś, co po prostu daje więcej frajdy, dumy i uśmiechu niż praca za biurkiem.

Okej, a jak to jest z pracą tutaj, skoro pojawiają się ludzie, którzy próbują zatrudniać Twoich ludzi u siebie?

Ogólnie rzecz biorąc, to nie lubię podejść na zasadzie ?to źle?, ?to źle? i tak dalej. Nie jestem zwolenniczką wytykania  palcem błędów, czy jakiegoś nieprzyjemnego instruowania, raczej mobilizacji ekipy pracującej.  Wiadomo, że to jest praca i wszyscy musimy wykonywać swoje zadania, ale mamy też przestrzeń na to, by być wyluzowani i dobrze się czuć, oczywiście w granicach rozsądku. W końcu często jest tak, że to, jaka atmosfera jest na kuchnii czy sali wpływa na jakość jedzenia i obsługi, a to jest wizytówką lokalu.ja też odpowiadam przed moim gośćmi za standard jaki tutaj mamy. Kwestia czy ekipa, która ze mną pracuje to doceni, wtedy na pewno ja docenię ich.

 

Dla mnie ważne jest to, by nasi goście mieli dobrą opinię o bliżej. Dbam o naszą opinię w Internecie, na Facebooku, czy Tripadvisorze.

A jak to jest z tym, że lokal jest tak blisko szpitala?

Ogólnie nie jest to najłatwiejsze. Czasem jest dość zabawnie , innym razem zdarzają się sytuacje smutne, trudne, gdzie ktoś przychodzi dosłownie na chwilę, bo ktoś dla niego ważny leży w szpitalu, a on tylko wyskoczył po cokolwiek  do zjedzenia. Raz zdarzyła się sytuacja, gdzie Pani, która widać było, że wyszła bez wypisu ze szpitala, chciała zamówić dwa shoty na barze o wczesnej godzinie. Odmówiliśmy jej, ale trzeba przyznać, że jest to niecodzienna sytuacja, która trochę wstrząsa człowiekiem.

 

Nie będę ukrywał, że sam nie wiem, jakbym się w takiej sytuacji zachował, taka osoba może zachować się różnie spotykając się z odmową, więc na pewno nie była to komfortowa sytuacja. Jednak trzeba przyznać, że poza tym nie jestem tutaj pierwszy raz, już kilka razy miałem tu spotkania, uczestniczyłem w jakichś wydarzeniach i zawsze podobał mi się klimat tego miejsca, a także jego fotogeniczność.

 

Robimy, co możemy, obecnie pracuję nad tym, by na halloween, święta, czy inne okazje wystrój lokalu się zmieniał. Druga sprawa to to, że przez to, że jestem młoda, staram się nadążać za trendami w trójmiejskiej gatronomi. Dzięki temu ta cała energia wkładana w to miejsce, łączy się w całość i wygląda, jak sam mówisz dobrze.

A czy znalazłaś swoją wymarzoną kelnerkę?

Tak, niejedną! Obecnie nowa zaczęła u mnie pracę.

Jak długo?

Dwa tygodnie (śmiech). Ale to się czuje od razu, po ludziach od razu widać, czy im się chce, czy robią coś bo im się to podoba, czy tego chcą itd. Czy biorą na siebie odpowiedzailność bycia gospodarzem, gdy mnie nie ma w lokalu. To się czuję. Uśmiech i zadowolenie. Po prostu sprawdzam, widzę co się dzieje i już teraz od razu wiem, co ktoś sobą prezentuje. To jest trochę tak, że intuicja mi podpowiada i oby jak najrzadziej zawodziła.

A powoli zmierzając do końca, czy w bliżej jest duża rotacja pracowników?

Nie, to zdarza się bardzo okazjonalnie, z reguły jest tak, że nie mamy problemów ze znalezieniem ludzi i utrzymaniem ich u siebie. Bardzo dbam o to, by ludzie tutaj czuli się dobrze i nieskromnie muszę przyznać, że to, co zasiałam w przeszłości procentuje mi dzisiaj. Oczywiście, nikogo na siłę nie trzymam, jednak z teraźniejszą ekipą, dogaduję się bez problemu i tworzymy dobry team.

Najśmieszniejsza sytuacja w pracy?

Organizujemy w bliżej często imprezy okolicznościowe, na przykład urodziny i kiedyś podczas rozmowy z gościem, jeszcze gdy rezerwował lokal, padło pytanie: ?A co jeśli ludzie nie będą się dobrze bawić??. Znając swoją osobowość, zażartowałam, że najwyżej wyjdę na środek i zacznę uczyć ludzi tańczyć Macarenę. No! Oczywiście prośba podczas urodzin padła, a ja ponieważ obiecałam to musiałam wyjść na środek i nauczyć ich tańczyć.

Hahaha, okej, praca z ludźmi to jednak zawsze będzie ciekawy kawałek chleba, dziękuję Ci za wywiad i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze, jak będę przychodził do Was na pyszne śniadania!

Dzięki, do zobaczenia!

 

Tworząc Vigo ? aplikację, która pozwala znaleźć ludziom pracę w sektorach takich, jak gastronomia, handel, usługi, nie tylko chcemy ułatwić znalezienie pracy, ale też szukać miejsc, które swoją kulturą pracy i atmosferą sprawią, że praca tam będzie przyjemna. Jeszcze raz dziękujęmy Karolinie za to, że zgodziła się z nami pogadać!